chichotka, parenting, rodzicielstwo, dziecko, strefa taty

Strefa taty: Szum i chaos

Koszmarny pogodowy maj za mną. W czerwcu udało się już kilka razy na ten osiedlowy plac zabaw wybrać. Takiego chaosu dawno już nie widziałem. I uwaga! To nie jest wina dzieci!

Szum informacyjny widzisz na każdym kroku – w telewizji, w prasie, w Internecie. Widzisz także w prywatnym życiu tylko czy jeszcze zwracasz na to uwagę? A co tam, że na każdym kroku atakują Cię wyssanymi z palca informacjami…co tam, że gdy włączysz wiadomości na każdym kanale słyszysz to samo. Głównie gadanie mało wiedzących o realnym życiu polityków…

W radio też się kłócą – podrzucają tematy zastępcze byle tylko bezmyślne media włączyły mikrofon i klepały na okrągło to samo. Jakie są tego konsekwencje? Pozornie niby żadne, bo przecież słuchać nie musimy, czytać nie musimy. Jest jednak ale…

To ale polega na tym, że na pewnym etapie traci się świadomość. Sami gubimy się w tym szumie, chaosie, dezinformacji. I to właśnie przekłada się na nasze życie. Dobitnie uderzyło mnie to kilka dni temu.

Jeśli zaglądasz na blog wiesz, że moje Maleństwo uwielbia huśtawki. No więc jak tylko czerwony słupek na termometrze powędrował w górę wbiliśmy na plac zabaw. Niestety…pierwsze zderzenie z rzeczywistością następuje zaraz po skierowaniu wzroku w stronę szumnie nazwanej teraz przeze mnie części placu zabaw, na którym są huśtawki dla najmniejszych szkrabów. Otóż huśtawki są…aż dwie i masz chyba świadomość jak rzadko są wolne. Robi się więc kolejka. Ostatnio trafiłem na ciekawą życzliwą Panią…na huśtawce przeznaczonej (co prawda) dla najmniejszych dzieci bujała się starsza dziewczynka. A bujała się dlatego, że jej huśtawki też były zajęte (jak się zapewne domyślasz też są dwie). Babcia dziecka, które bujało się na drugiej huśtawce postanowiła być mi niezwykle pomocna (hmm – renoma super taty mnie wyprzeda ;-)). Tonem dość stanowczym „poprosiła” dziewczynkę, by zeszła z huśtawki, by moja Mała mogła się pobujać.

Nie byłbym sobą gdybym nie zareagował. Spokojnie wyjaśniłem starszej dziewczynce, żeby bujała się w spokoju. Przecież była pierwsza i ma do tego prawo. I oczywiście ma też prawo bujać się ile tylko zechce. My byliśmy później, więc poczekamy na swoją kolej. Bez presji.

Mała sama po kilku minutach zeszła ustępując Chichotce jednak w tym czasie życzliwa babcia postanowiła zabrać swoją wnusie z huśtawki. I wiesz co? Ta starsza zaraz ją zajęła. Chichotka bujała się w jej towarzystwie dobre kilkanaście minut. Nie unikaliśmy także rozmowy o wszystkim. 🙂 Wynika z tego, że chciała się jeszcze bawić na huśtawce. Nie można jej tego zabronić.

O co tak w ogóle mi chodzi?

O potrzeby dziecka! Dlaczego dorosły ma decydować o tym ile czasu ma się bawić dziecko? I co do tego ma kolejka? Spóźniłeś się? Czekaj. Brakuje kreatywności, by wymyślić inną zabawę w czasie, gdy miejsce na huśtawce się zwolni? No bez żartów. Podnieś głowę, rozejrzyj się. Przecież obok Ciebie jest fascynujący świat pełen kolorów! Może Twoje dziecko lubi huśtawki, ale przecież nie lubi tylko ich! Brak wolnego miejsca może okazać się początkiem jego nowych zainteresowań! Pokazuj mu nowe ścieżki – idź za nim, by czuło się bezpieczne. To Twoja rola.

Okey. Mamy za sobą huśtawki. Czas przejść do piaskownicy. Adusia uwielbia bawić się piaskiem. A ja siadam sobie na krawędzi piaskownicy i od czasu do czasu rzucam okiem na społeczność, która jest obok mnie. Czasem moją uwagę zwraca koszmarny krzyk… Zastanawiam się czy jako społeczeństwo tak bardzo lubimy prezentować na zewnątrz swoje najgorsze cechy? I nie ma znaczenia czy dzieckiem opiekuje się mama, babcia, tata czy dziadek. Problem jest ciągle ten sam. NIE ZWRACAMY UWAGI NA POTRZEBY NASZYCH DZIECI! Nie mogę tego skumać. Dziecko chce jeszcze pozjeżdżać na zjeżdżalni? Nie, bo nie mamy czasu, bo trzeba zrobić zakupy, bo musimy już iść, bo ktoś dzwoni…To samo jest w kwestii piaskownicy, huśtawek czy zabawy z kolegami i koleżankami. Czas się kończy – trzeba wracać do domu! Bez dyskusji. Nie mówić już o bardzo często słyszanym przeze mnie argumencie przed wejściem do piaskownicy – „nie wchodź, bo się pobrudzisz”.

A co to za problem zostać jeszcze kilka minut? Korona z głowy spadnie? Nie zdążysz na ulubiony serial? No to jak już ten świat się zawali z tych błahych powodów to może pójdziesz, usiądziesz i zastanowisz się chwilę, bo być może Twoje dziecko pragnęło spędzić z Tobą jeszcze więcej czasu? Przecież na co dzień jesteś w pracy… Dziecko zwyczajnie łaknie z Tobą kontaktu. Czy to takie trudne do zrozumienia?

Mam przed oczami koszmarną sytuację. Chodzimy sobie po placu zabaw, aż tu nagle dziecko zaczyna wydzierać się w niebo głosy. Dosłownie kładzie się na ziemię, tupie, generalnie wiesz o co chodzi. Babcia twardo zbiera dziecko z ziemi i bez zapytania o potrzeby dziecka bierze je na ręce i zabiera z placu zabaw, bo przecież wstyd na całe osiedle…

Wstydem nie jest krzyk i zdenerwowanie dziecka. Wstydem jest reakcja dorosłych. A wystarczyłoby spokojnie porozmawiać, zapytać czego chce dziecko. I w zależności od potrzeby spełnić bądź nie to czego oczekuje.

Łatwo się mówi tak? No to teraz rozwiązanie. Co zrobić jak prośba okaże się niemożliwa do spełnienia? Skoncentruj uwagę na czymś innym. Oczywiście zachowaj spokojny ton. Uśmiechnij się, przytul. To działa. Przetestowałem. To nie teoria. W różnych wypadkach wykorzystaj inną metodę. Nigdy nie trzymaj się jednej drogi.

Do następnego.

***

A jak to jest w Twojej lokalnej społeczności?  Dostrzegasz “dziwne” zachowania?

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.