Strefa taty: Dlaczego norma nie jest normą?

Witajcie. Gdy zachęcałem Żonkę do stworzenia bloga nie przypuszczałem, że za jakiś czas Ona się zrewanżuje. Jej powrót do tradycyjnej pracy zbliżał się wielkimi krokami, więc wpadła na pomysł stworzenia strefy taty. W sumie warto spróbować – pomyślałem. W końcu teraz nadchodzi mój czas opieki i przyznam szczerze – jestem trochę przerażony.

Trudno rywalizować ze stereotypem wszystko ogarniającej mamy… Pranie, gotowanie, prasowanie, sprzątanie i to wszystko w trakcie codziennego przebywania z Chichotką. Trochę hardcore… Wiadomo, że po powrocie z pracy starałem się ją odciążać, ale jak sobie pomyślę, że teraz wszystko spadnie na mój łeb… Chyba zrozumiałe, że euforii nie ma. Po urodzeniu Małej świat fiknął mi o 360 i tutaj pewnie nie ma nic oryginalnego. Młody tata, który czuje się odpowiedzialny za swoją rodzinę po urodzeniu dziecka wręcz nie może nie skakać pod sufit. Przynajmniej ja tak to widzę. Dlatego zmiana pampersa, obowiązkowa kąpiel (to nasz ojcowsko-córeczkowy rytuał), pielęgnacja czy inne tego typu bajery stały na porządku dziennym. I szczerze? Wkurza mnie robienie z tego jakiegoś wielkiego halo. Czym, my ojcowie różnimy się od mam, żeby nie móc zmienić pampersa? Obawa przed kupą? Bez jaj…

Nie lubię gloryfikowania roli zachowań ojca, które powinny być traktowane jako norma. Może właśnie dlatego ojcowie nie mają takich samych praw, gdy w małżeństwie coś nie wyjdzie? Oczywiście to skrajna sytuacja, ale gdyby nie robić z ojców takich nieporadnych w opiece myślę, że żaden sąd nie bałby się powierzyć dziecko tacie, gdy mama – powiedzmy delikatnie – gorzej się do tego nadaje.

Dobra – może zacząłem trochę za ostro, ale jak już mam swoją strefę to wolno mi w niej pisać co tam sobie chcę 🙂 No więc dlaczego jestem przerażony?

Mam z Chichotką jeden problem. Jak jesteśmy tylko we dwoje to zapominamy o całym świecie. Zabaw nie ma końca i jakoś nie ciągnie mnie do łączenia obowiązków, bo wyznaje zasadę, że lepiej od malutkiego budować z dzieckiem więź niż jakoś to wszystko robić po łebkach. I nie pije tutaj do Żonki, bo Ona jakoś potrafi znaleźć złoty środek – tak gdzieś Chichotkę zająć, że zanim się człowiek nie obejrzy, a już zrobione jest to i to. Przyznaje – to chyba efekt dla mnie nie osiągalny – podziwiam ją za to. Tymczasem mi przeznaczona jest chyba mozolna praca ze sobą, by ten niedościgniony wzór próbować naśladować.

A Wy, jeśli będziecie mieć na to ochotę w strefie taty możecie obserwować moje postępy (jeśli będą). Postanowiliśmy z Żonką, że ojcowskie wpisy będą pojawiać się co środę. Zapraszam serdecznie 🙂 Środowe wpisy będą bardziej przemyśleniowe. Chciałbym pokazać Wam jak wygląda macierzyństwo okiem taty, który właśnie zaczął nierówną walkę z wychowywaniem niezwykle aktywnej 15 miesięcznej Córeczki.

Z racji tego, że Żonka będzie miała teraz mniej czasu, jeśli się nie pogniewacie ja będę bardziej aktywny. W małżeństwie trzeba sobie przecież pomagać. Dlatego zaglądajcie też w pozostałe dni. Będzie o wszystkim co związane jest z codziennym wychowywaniem. Najbardziej boje się gotowania – nie jestem wirtuozem w tej kwestii. Pociesza mnie fakt, że przecież to mężczyźni są najlepszymi kucharzami, więc może i mój talent w tej dziedzinie gdzieś jest tylko przez lata był ukryty?

Do następnego!
Chichotkowy tata

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.