Czas się odnaleźć w nowej rzeczywistości ojciec!

Nie nie…nie chodzi o czas po urodzeniu dziecka. Ten etap mamy już za sobą. Nie zdążyłem ogarnąć, a już Żona wróciła do pracy. Ada zniosła to całkiem spoko – zrobiła mamie papa i postanowiła sprawdzić co ten biedny ojciec wymyśli. Mamuśka chyba też lekko drżała z przerażenia. Ojciec sam w domu z dzieckiem to strach przed zdemolowaną chatą. W 100 procentach rozumiem te obawy…

No dobra. Tydzień nowych realiów mamy za sobą więc można pokusić się o pierwsze podsumowanie. Ada postanowiła nie ułatwiać mi zadania. Jak dzieckiem zajmowała się mama to jakoś choroby omijały naszego Szkraba. A tutaj? Pierwszy dzień w pracy, a ja dostaje head shota. 😛 Mała ma katar i kaszel.  W sumie może nie ma tragedii. Chociaż wtedy nie czułem się jakoś wybitnie pewnie… Organizm mojego dziecka się jednak zlitował i choroba przeszła dość łagodnie. Z wyjątkiem jednej nie do końca przespanej nocy. Oby w życiu były tylko takie problemy…

Organizacja stary!

Ten element dnia codziennego w tym wypadku trzeba opanować do perfekcji. Bez biadolenia. Zapomnij, że zrobisz wszystko co trzeba (kobieta zawsze znajdzie coś z czym nie dałeś rady – z naturą nie wygrasz). Ale jeśli zależy CI na tym, żeby w te 8 godzin jej pracy doprowadzić chatę do jako takiego ładu musisz pilnować każdej minuty! Serio! I na wstępie odradzam sprzątanie głównych pomieszczeń, w którym buszuje Twoje dziecko. Zacznij od miejsc do których nie ma dostępu (np. zmywanie naczyń) lub takich, których sprzątanie akceptuje Twoje dziecko – u nas Chichotka pozwala na ogarnięcie łózka w sypialni 😛 Pokoje, w których znajdują się porozrzucane zabawki, ciuchy i inne elementy zostaw na ostatnią godzinę pracy partnerki, żony, kochanki (niepotrzebne skreślić). W trybie ekspresowym ogarniasz każdy pokój. Potem pilnujesz, żeby w trakcie tej godziny szybko sprzątać każdy fragment używanej w danej chwili przestrzeni i na powrót kobiety chata lśni i błyszczy. W ten sposób zostajesz bohaterem we własnym domu.

Podsumowując ten pierwszy tydzień w roli house menegera muszę skoncentrować się na jednej kwestii. Takiego powera to chyba jeszcze w życiu nie miałem. Ale jak Żona wraca z pracy to na poważnie – padam na mordę. Wyładowany jestem na maxa. A to nie koniec obowiązków – trzeba przecież wrócić do pracy. I to, że jest zdalna chyba wcale nie ułatwia zadania. 🙂 Weź tu się garnij do roboty jak lecisz na oparach…

Ale mam satysfakcję, bo chociaż Żona nie powiedziała o swoich obawach czułem, że podświadomie boi się tego co zastanie po powrocie. Każda matka, by się bała. W końcu to mamy najlepiej znają się na tej robocie. 🙂 Nie widzę w tym nic dziwnego, bo ja też się obawiałem. W sumie okazało się, że nie ma nic strasznego. Nawet z obiadami nie jest tak źle, a to zdecydowanie była moja pięta achillesowa. Może jeszcze polubię gotować? Trzeba przełamywać bariery. A co. 😛

Chciałem przetestować jedną rzecz i kurde wyszło, że faktycznie coś w tym jest. Jak Żona karmi dziecko to jest bałagan na podłodze, ale ciuchy i buzia wyglądają spoko. A jak ja karmie to mała wygląda jak po małym tornado. Skąd to się bierze? Naprawdę wygląda to jak w reklamach. 😛

Youtube

Trochę się rozpisałem. Dlatego teraz coś dla oka. Kilka wspomnień jak to nasza Chichotka wyglądała 1 kilka miesięcy temu. Zmienia się co? 🙂 I w następnym wpisie powróci Żona. Tak mi się spodobało, że nie dopuszczam jej do komputera. 🙂

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.