wosp

WOŚP? Odpier****cie się od Owsiaka! [Strefa Taty]

Jestem z pokolenia, które nie doświadczyło stanu wojennego. Gdy dla wielu porozumienia Okrągłego Stołu z 1989 roku są do tej pory najważniejszym wydarzeniem ich życia, ja ledwie potrafiłem chodzić. Dlatego nie dziwcie się, że dla nas, ludzi urodzonych pod koniec lat 80 upadek PRL nie jest najważniejszym hasłem – kluczem…

W epokę millenium wchodziliśmy jako pełni wiary, młodzi ludzie. Posiadający swoje cele i marzenia. Mieliśmy poczucie, że możemy zmieniać ten kraj. Zdarzały się momenty zawahania. Zdarzały się potknięcia. Ale byliśmy wolni w swojej orbicie przemyśleń na temat tego co ważne. Ważne dla nas. Bo czuliśmy, że nasze spełnienie wpłynie na poprawę kondycji Polski. Polski, która stanie się zbiorowym dobrem. Które wszyscy będziemy doceniać…

Teraz, gdy wyrośliśmy z młodzieńczego entuzjazmu. Gdy założyliśmy rodziny, a nasze marzenia zamiast czarno-białych barw, mają swoje inne, mniej intensywne odcienie zbiór zasad przesunął się w inną stronę…

Wiemy jak wielką moc niesie za sobą jedno słowo – życie. To ono pozwoliło mnie i moim rówieśnikom doświadczyć najważniejszego momentu w dotychczasowym istnieniu. Momentu, który w jednej chwili przewrócił dekalog myśli do góry nogami, a kursor priorytetów przesunął w stronę malutkich stupek i rączek, na które dzień po dniu patrzymy ze stale rosnącym zachwytem. To nasze dzieci pozwoliły nam zrozumieć fakt jak kruche jest całe staranie o to co przemija.

Codziennie w myślach dziękuję Bogu, że moja córka urodziła się zdrowa. Wiem jednak, że nie wszyscy mają tyle szczęścia. I choć staram się bardzo mocno wczuć w ich sytuację nikt mnie nie przekona, że jest to w ogóle możliwe.  Cierpienia nie da się pojąć dopóki się go nie doświadczy.

Gdy rok w rok od małego wrzucałem z rodzicami pieniądze do puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie rozumiałem do końca sensu tego wydarzenia. Uświadomiłem to sobie w momencie, gdy urodziło mi się dziecko. Oczywiście wiedziałem dla kogo zbierane są pieniądze tak samo jak rozumiałem reklamy wszelkiej maści fundacji, które prosiły o przesłanie wspierającego sms-a. Pojawienie się mojej córki na świecie pozwoliło mi docenić życie. Nie moje. Dzięki niej doceniłem życie samo w sobie. A nie rozerwalną częścią życia jest zdrowie.

Wyobraźcie sobie co musi czuć człowiek, który oddał szpik ratujący życie swojemu genetycznemu bliźniakowi. Można się przed tym wzbraniać za sprawą fałszywej skromności, ale nikt nie wciśnie mi kitu, że uratowanie życia innemu człowiekowi nie wywołuje wewnętrznej euforii. Szczerze? Nie widzę w tym powodów do wstydu. Wręcz uważam, że trzeba się tym chwalić!  Sam jestem zarejestrowany w bazie danych dawców krwi (gorąco namawiam Was także do takiego kroku) i autentycznie elektryzuje mnie myśl, że może kiedyś zadzwoni telefon z informacją, że mogę komuś pomóc.

Wyobraźcie sobie teraz gościa, który od 24 lat uratował setki tysięcy istnień. Tych najbardziej niewinnych, bezbronnych, ale też tych, którzy mają już na karku wiele lat swoich doświadczeń. Pozostawianych samym sobie przez kolejne władze tego kraju. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że dla naszego pokolenia to właśnie WOŚP jest najlepszym i największym wydarzeniem jakie mogło się Polsce przytrafić? Hejterzy – może warto zrozumieć, że ten gość wyprzeda wszystkich was razem wziętych w swoich osiągnięciach dla nas, obywateli tego pięknego kraju o lata świetlne i że warto może przejść w tryb offline, zwyczajnie przestać gadać i krytykować coś o czym nie macie bladego pojęcia?

Siły rażenia WOŚP i tak nie złamiecie. To tak jak ze ściskaniem sprężyny. Im więcej wkłada się w to mocy z tym większą mocą się rozciąga. Pan Poseł Pięta z PIS-u pewnie tego nie zrozumie, ale to właśnie on był jednym z tych, których skusiła ta sprężyna… I to m.in. dzięki niemu w tym roku padnie kolejny finansowy rekord zbiórki.

Najważniejsze w tym wszystkim nie jest to czy Jurek otrzymuje jakieś pieniądze z WOŚP za swoją pracę (do czego ma zwyczajnie prawo). Najważniejsze jest to, że jeden facet potrafił wywołać w Polsce pospolite ruszenie ludzi o dobrych sercach, którzy dzięki każdej oddanej ciężko zarobionej złotówce wyręczają w robocie NFZ i polskich polityków. Przypominam – jeden człowiek!

To tak w odniesieniu do tego czy potrzebnych nam jest tylu posłów i senatorów w parlamencie. Jurek – czapki z głów. Dla mnie i jestem przekonany, że dla wielu innych, Ty jesteś największym dobrem współczesnej RP.

Siema.

P.S. Miałem nie pisać o WOŚP. Wiem, że ten tekst nie nauczy niczego hejterów. Ale jak zobaczyłem materiał o 9-letniej Amelii, która żyje dzięki Wielkiej Orkiestrze to swoje postanowienie musiałem zmienić. Takich dzieciaków, które mogą żyć pełnią życia dzięki WOŚP są setki tysięcy! I tak się składa, że może ci krytykanci są jednymi z nich.

  • Brawo ojciec Chichotki! Świetny tekst, zwłaszcza, że napisany z perspektywy taty. Dokładnie tak, gdy pojawia się dziecko, życie krew z krwi, bardziej docenia się ten cud i jeszcze mocniej chce się, żeby inni mogli w niezachwiany sposób cieszyć się tym szczęściem. Też podziwiam tego faceta. Organizacja tak wielkiego przedsięwzięcia zajmuje czas. I nawet jeśli za tyle wkładu z własnego życia coś zarobi to i tak jest to niewspółmierne z ilością dobra, jakie „produkuje”.

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.