bubalove

Płaszcz dla kochających minimalizm

Upały w tym sezonie chyba powoli odchodzą w zapomnienie. Temperatura trochę spadła, co akurat daje wytchnienie od żaru lejącego się nieba w ostatnich tygodniach. Powoli tęsknię za jesienią. To doskonały moment na fotosesję, ale o tym kiedy indziej. Dziś o mięciutkich i cieplutkich płaszczach od Bubalove. Historia Martyny, pomysłodawczyni i założycielki marki jest niczym odzwierciedlenie Jej potrzeb sprzed lat, jakie miała po narodzinach dziecka…

Marzyła o dobrych jakościowo oraz minimalistycznych ubrankach dla dzieci, których żywotność nie kończyła się po kilku praniach. Skoro nie było ich na rynku to postanowiła zrobić je sama i działa tak już od 5 lat z powodzeniem podbijając serca małych i dużych kobiet nie tylko w Polsce, ale również poza granicami naszego kraju.

Na co stawia Bubalove?

Martyna przez lata rozwoju swojej firmy stworzyła wiele produktów. Tworzy bluzki, bluzy, czapki, kominy, kombinezony, kurtki, spodnie i wiele innych. Tym razem jednak opowiem więcej o płaszczach, które szczególnie przypadły nam do gustu. Mają modny fason z przedłużonym tyłem. W 90% składają się z bawełny. 10% stanowi poliester, dzięki któremu płaszcze długo utrzymują ciepło. Nasze doświadczalne spacery pozwoliły nam na jednoznaczną ocenę – są mega wygodne i nie krępują ruchów ciała, choć materiał spoglądając na niego z dalszej perspektywy wydaje się dość sztywny. Ostatnie chłodniejsze dni i nieco deszczu sprawiły, że przetestowałam razem z Chichotką duży kaptur, który zdał egzamin. Parasolka nie była potrzebna. 🙂 Wiatr nie był nam straszny również dzięki wysokiemu kołnierzowi. Zatrzaskowe guziki to nie tylko praktyczne rozwiązanie, ale również sporo frajdy przy zapinaniu płaszcza.

Chichotka to dziewczynka, która nigdy nie wychodzi z domu z pustymi rękami, a to znaczy, że bez kieszeni nie miałabym lekko. Na szczęście tutaj też są obecne. I sam fakt, że mogłyśmy wybrać zestaw mama – córka to mega plus. Zawsze rozczulają mnie takie stylizacje i lubię z nich korzystać na co dzień. Nie inaczej będzie podczas jesiennych spacerów!

Bubalove podbija Polskę, ale nie tylko!

Martyna bardzo umiejętnie rozwija swoją markę. Sprzedaż w Polsce nie była Jej jedynym celem. Jej produkty sprzedają się także w Niemczech. Platforma internetowa Bubalove dostępna jest już w czterech wersjach językowych (polskiej, niemieckiej, angielskiej i hiszpańskiej), a wkrótce dołączą kolejne dwie – włoska i francuska.


Cechy płaszczy od Bubalove

  • skład stanowią: 90% bawełna i 10% poliester (zatrzymuje ciepło),
  • modny fason,
  • wygodny i nieograniczający ruchów “aktywnego dziecka”,
  • zapewnia ochronę przed deszczem i wiatrem,
  • posiada duży kaptur,
  • wysoki kołnierz chroni przed podmuchami wiatru,
  • użycie guzików zatrzaskowych (sprawne zapinanie i odpinanie przez dziecko),
  • praktyczna- obecność kieszeni,
  • limitowane serie,
  • bogaty wybór kolorystyczny,
  • wersja dla mamy i dziecka,
  • staranne wykonanie.

Historia Bubalove

Zapytałam Martynę jak to się w ogóle zaczęło, że postanowiła stworzyć własną markę i choć rozmawiając z twórcami handmade często zadaję im to pytanie jest chyba pierwszą osobą, która zrobiła mi tak szeroki background sytuacji…


Jako kobieta i typowa ‘sroka’ lubiłam wybierać ubrania, przymierzać je i kupować. W ciąży mogłam tej potrzebie dać upust. Istotnie,  wyprawka dla dziecka nie obędzie się bez ubrań, więc kupowałam jeszcze więcej, bo ładne, bo słodkie i na pewno niezbędne. Wraz z wiekiem córki, czasu było coraz mniej, a potrzeb coraz więcej. Kolejne godziny spędzane na zakupach przestały cieszyć i stały się obowiązkiem. Jednak najbardziej drażnił mnie fakt, że to co miesiąc temu było nowe, już nadawało się do kosza. Rozumiem, dziecko plami bluzki, bo mama dzielnie wdraża BLW (Baby led weaning, to metoda karmienia dzieci, która polega na stopniowym odstawianiu dziecka od pokarmów mlecznych – mleka mamy lub mleka modyfikowanego – całkowicie sterowanym przez dziecko. Głównym założeniem metody jest ominięcie etapu papek i pozwoleniu dziecku na samodzielne jedzenie już od pierwszego posiłku. Metoda ta opiera się w swoim założeniu na całkowitym zaufaniu do dziecka i jego możliwości – przyp. aut.).  i szura na kolanach goniąc matkę po domu, ale do jasnej pogody, ma więcej ubrań niż ja, więc jak to możliwe, że kolejne ubranie po 3 praniu już się nie nadaje?

Na zakupy najczęściej wybierałam sieciówki, bo tak było szybciej i wygodniej. Ceny były na tyle przystępne, że nawet jeśli coś mnie rozczarowało po dostawie, ostatecznie i tak lądowało na półce, bo nie opłacało się odsyłać. Ilość ubrań rosła, ale ostatecznie i tak zawsze był dylemat co założyć bo, to za krótkie, to za szerokie a tamto poplamione i znów się nie doprało. Sfrustrowana zaczęłam szukać lepszej jakości. Padło na polskie produkty. I tu kolejne rozczarowanie, bo owszem były lepszej jakości, ale kłóciły się z moim poczuciem estetyki. 6 lat temu polskie marki dziecięce stawiały swoje pierwsze kroki. Podczas poszukiwań w sieci znalazłam Lamamę i Dress you up. Fajna minimalistyczna stylistyka i wygoda.  To był impuls.

Ten impuls pchnął Martynę do zmian chociaż już wtedy prowadziła własną działalność. – Jestem człowiekiem, który szybko przechodzi od myśli do czynów. Przywiozłam od rodziców maszynę rodem z PRL-u – walizkowego Łucznika. Rwała nitkę i doprowadzała mnie do nerwicy ale szyła! To był mój pierwszy raz przy maszynie. Pierwsze stare ubrania poszły w ruch. Wierzysz w motylki w brzuchu? Ja już tak. Tą euforię pamiętam do dziś i choć żaden z ówczesnych prototypów nie nadawał się do niczego to był moim pierwszym dużym krokiem, w kierunku Bubalove. A jeden z pierwszych ‘uszytków’ stał się bazą wyjściową do naszych bestsellerowych płaszczyków kilka miesięcy później… – zakończyła opowieść założycielka Bubalove.

Mnie nie pozostaje nic innego jak życzyć Ci Martyno kolejnych sukcesów i kolejnych uśmiechniętych mam i ich maluszków przy otwieraniu paczek i noszeniu ubrań marki Bubalove!