strefa taty samorealizacja www2

Strefa taty: Ty też jesteś ważna!

Prezentujemy kolejną odsłonę cyklu o podwójnej miłości. Tym razem mniej o samych dzieciach, a więcej o własnych potrzebach. Co zrobić, by nie zwariować?

Pierwszy kontakt z macierzyństwem odwraca świat do góry nogami. Każdy z nas – rodziców ma tego świadomość. Wiadomo, że dzieci są różne. Jedne omija kolka, są spokojne, potrafią dłuższą chwilę usiedzieć w jednym miejscu. Są jednak też takie, które w pierwszych miesiącach niestety muszą radzić sobie z atakami kolki (co jest trudnym przeżyciem zarówno dla dziecka jak i dla rodziców), a po drodze są wręcz nieosiągalnie aktywne. Odkrywają zakamarki każdej szafki, biorą w ręce i usta wszystko co tylko pojawi się w zasięgu wzroku. Jednym słowem – trzeba mieć w opiece nad takim brzdącem oczy dookoła głowy.

Już przy wychowywaniu jednego dziecka czas rodziców skraca się bardzo mocno, a co dopiero gdy mowa już o dwójce. Gdy Chichotka jeszcze była w brzuszku na jednej z wizyt kontrolnych pani doktor radziła nam serwować sobie regularne seanse filmowe, bo po urodzeniu maluszka ta atrakcja miała na długi czas odejść w zapomnienie…

Dużo okazało się w tym racji. W czasie „błogosławionym” tego wolnego czasu było aż nadto. Chyba nawet nie zbyt dobrze go zawsze wykorzystywaliśmy, bo zamiast leniuchować i „zbierać siły” na macierzyństwo zawsze było coś do zrobienia.

Pojawiła się Chichotka i czas jak bańka mydlana prysnął. W tym nowym etapie życia mimo wszystko staramy się znaleźć czas dla siebie. Raz jest z tym lepiej raz gorzej. Tylko jak sobie myślę, że teraz tego czasu na samorozwój, dbanie o siebie czy zwyczajny reset od codzienności jest tak mało to co by było, gdyby już teraz w drodze było drugie dziecko? Aż boje się pomyśleć. Raczej nie byłoby takich potrzebnych każdemu człowiekowi okazji na złapanie nieco dystansu i doładowanie akumulatorów na kolejne dni.

A brak tych okazji to wielki krok w kierunku frustracji, złego samopoczucia, nerwów i rozdrażnienia. A ja nie chcę, żeby w moim domu kumulowały się złe emocje. To źle wpływałoby na wszystkich członków rodziny, a szczególnie Chichotkę. Bo wszystkie reakcje rodziców dziecko chłonie jak gąbka. Jak Wy się uśmiechacie – to ono też. Jak krzyczycie, jesteście kłębkiem nerwów to ono też te emocje łapie.

To w moim odczuciu kolejny kamień do ogródka małej różnicy wieku między dziećmi. Tym razem ten „kamień” jawi się na codzienności rodziców, którzy też mają swoje potrzeby i odczucia. Nie są robotami. Aby wychowywać dziecko w pozytywnej atmosferze muszą też czasami „uwolnić się” od problemów życia i skoncentrować się na sobie.

I to nie jest wcale egoizm. To zdrowy balans między rolą rodziny w życiu, a miejscem dla własnego ja…

  • Szczęśliwi rodzice, to szczęśliwe dziecko :))

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.