mama fotoblog dziecko

Strefa taty: Podwójna miłość

Zaczyna się niewinnie. Od pierwszego poważnego związku. I krok po kroku otoczenie nakreśla plan rodzicielskiego działania. Kiedy następuje koniec? Zależy od tego jak ten plan realizujesz – i czy w ogóle…

Poważny związek – gdy czujesz, że to właśnie to

Jesteście ze sobą już dobre kilka, kilkanaście miesięcy. „Motylki w brzuchu” zagnieździły się już na dobre. Ważne wspomnienia, romantyczne chwile, wyznania miłości, czułe spojrzenia i…pierwsze rodzinne obiady.

Gdy tak pielęgnujecie i budujecie to co pewien czas temu zrodziło się między wami nagle z ukrycia zaczynają atakować Was słowa, które tak naprawdę pełnią rolę bomb z opóźnionym zapłonem. Początkowo te słowa w ogóle nie martwią. Nawet nie podejrzewasz, że ich rola jest głębsza niż się wydaje. Ba – one bardzo Cię cieszą. Pytania o wspólne plany, przyszłość rodzą poczucie, że to właśnie miłość. To one mają za zadanie utrwalać w Was to przekonanie. I nawet nie chodzi o to, że wcale tak nie jest…

Czas leci szybko

I tak mijają kolejne miesiące i lata, przeszliście ze sobą już coraz więcej. Rodzinnych, okolicznościowych spotkań także jest cała masa. A Wy ciągle niewinnie. Bez następnego kroku. A może pora na narzeczeństwo? Jeśli jeszcze nie planowaliście tego kroku – nie martwcie się. W rodzinie zawsze znajdzie się ciocia, wujek, czy babcia, która z ogromną przyjemnością Wam o tym wspomni. I nie odbierajcie tego negatywnie. Przecież wszystkim zależy na Waszym szczęściu!

Presja rośnie

Jeszcze kilka miesięcy się opieraliście, ale wreszcie przyszedł ten ważny dla Waszego związku dzień. Jesteście narzeczeństwem! Czas to uczcić! I tutaj wchodzimy w etap podobnych reakcji. Organizujecie imprezę dla rodziny i drugą – dla przyjaciół. Czy coś się zmieni? Nie – wszyscy zadają Wam jedno fundamentalne pytanie – KIEDY ŚLUB? Wy jeszcze nie wiecie…Musicie się zastanowić…rozejrzeć, przemyśleć. Pewnie – macie do tego prawo. Najbliżsi jednak chcą kuć żelazo póki gorące. Zachęcają byście nie zwlekali, bo przygotowania trwają długo i lepiej zabrać się za nie od razu. Przyznajecie rację, bo coś w tym jest…A zapala się już alarmowa lampka? Idziecie zgodnie z wytyczonym planem!

Wielki, wymarzony, (jedyny?) dzień!

Uporaliście się z wszystkimi przygotowaniami. Suknia jest, garnitur też, sala, zespół i pozostałe dodatki również. Goście świętują z Wami kolejny etap życia. Małżeństwo! Macie już świadomość, że plan już zrealizowany. Teraz będzie spokój…Nie, nie. Jeszcze trochę przed Wami! W przerwach między szaleństwem na parkiecie wracamy do pytań. „To kiedy dziecko”? Przecież nie możecie długo czekać. Czas leci. A Wy nie jesteście coraz młodsi. Na chwile wytchnienia możecie liczyć,  ze strony znajomych. Chociaż zapewne nie wszyscy dadzą Wam ten komfort.

Powiększamy rodzinkę!

Etap kolejny zbliża się nieuchronnie. Owoc miłości w postaci przeuroczego, malutkiego bobasa właśnie pojawił się na świecie. To cudowny moment więc nic dziwnego, że czujecie się teraz niezwykle szczęśliwi i chcecie się tą radością cieszyć z bliskimi. I Oni cieszą się razem z Wami, ale po drodze realizują kolejny punkt planu…”A kiedy drugie”?  To pytanie usłyszycie na pewno. I znów presja czasu. Czy to się kiedyś skończy?

Chcecie pocieszenia?

Tak skończy się. Właśnie po drugim. No chyba, że akurat Wasza rodzina składać się będzie z dwóch dziewczynek lub dwóch chłopców. Wtedy musicie liczyć się z tym, że na ostatniej prostej pojawi się pytanie o to trzecie. Żeby bracia mieli siostrę, albo siostry brata…Tylko co jak za trzecim razem będzie znów ta sama płeć? 🙂 Kto wtedy weźmie odpowiedzialność za życzliwe porady? Nie łudźcie się. Zostaniecie sami. 🙂

***

Natchnęło mnie dziś na tą małą symulacje zdarzeń. Większość młodych mierzy się z nią właśnie w takiej kolejności (wyjątki tylko potwierdzają regułę). I nie jest to ogólnie coś złego. Gdy rodzi się miłość kolejne kroki i tak prędzej czy później nastąpią. Ciekawi mnie tylko czy czasem się buntujecie? Czy w Waszym wypadku plan w 100% wykonany? A może jesteście jeszcze dalej?

My zbuntowaliśmy się na pytaniu. „A kiedy drugie”? Postanowiliśmy odpuścić. Na razie nie znaleźliśmy odpowiedzi jak podzielić miłość po równo, gdy różnica wieku jest mała. Nie chcemy sprawdzać tego na żywym organizmie. Mamy wrażenie, że zawsze w takim wypadku ktoś traci. Nie mówię, że tak jest, bo wielu rodziców wybiera właśnie taką drogę i ją sobie chwali.

Dlatego właśnie ten tekst jest wstępem do cyklu artykułów o podwójnej miłości. Może dzięki Waszym mailom i komentarzom znajdziemy odpowiedź?

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.