strefa taty www

Strefa Taty: Niezależność w opiece to zdrowy układ

Krajobraz po dwóch miesiącach od powrotu żony do pracy przedstawia się tak, że Chichotka zaczyna w swoim życiu nowy, przedszkolny etap. Jestem tak beznadziejnym ojcem? A może chodzi o coś innego?

Czytając po kolei teksty ze strefy taty moglibyście dojść do wniosku, że u mnie wszystko bardzo szybko przechodzi z nieba do piekła. Było już o super tacie to teraz przechodzimy do tej mniej optymistycznej wersji…Z super taty chyba już niewiele zostało, bo wystarczyło, że mama poszła do pracy, a po dwóch miesiącach już wspólnie podjęliśmy decyzję o przedszkolu…

Prosto myśląc wnioski nasuwają się same. Ojciec kompletnie się nie sprawdził. Zwyczajnie nie dał rady. Mamy są twardsze i dlatego radzą sobie lepiej…

Hola hola. Z całym szacunkiem do mamusiek. Tak jak nie uważam się, za super tatę tak nie uważam, bym w tej roli był jakiś koszmarny. Jestem gdzieś po środku własnej normy, która mi odpowiada i odpowiada Chichotce. Dlaczego po środku? Bo zawsze może być lepiej. I plan jest taki, by z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc tak było. W tym wypadku jednak problem leży gdzieś indziej.

Chichotka zaraz po powrocie mamy do pracy miała iść do żłobka. Na przeszkodzie stanęła jednak alergia pokarmowa. Ciągle z nią walczymy. Chichotka musiałby mieć przygotowaną specjalną dietę pod to co w danym momencie może jeść. Niestety wiecie jak jest z placówkami publicznymi. Nie zawsze są przygotowane pod tak wymagające szczególnego reżimu żywieniowego dzieci. Z jednej strony żałujemy, bo gdyby nie ten fakt, żłobek na pewno byłby miejscem docelowym dla Chichotki w tym czasie. A z drugiej jesteśmy podekscytowani, bo przedszkole to jednak swego rodzaju wyższy poziom.

Rezygnacja ze żłobka wiązała się z pewnym przesunięciem w czasie decyzji o przedszkolu. Po pierwsze – decydował wiek. Prywatne przedszkola nie chciały przyjąć Chichotki tak wcześnie. A po drugie sami uznaliśmy, że zderzenie z dziećmi 2-letnimi i starszymi mogłoby być wtedy dla Adusi zbyt trudne.

Zostałem więc z Małą w domciu. I nie ukrywam, że był to szalony czas. Pełen miłości, wielkich uczuć, ale też napięć, stresów i niepokojów. Wszystko z powodu chorób, które od maja ciągnęły się za nami praktycznie przez dwa miesiące. Dziwne, że taki stan spotkał nas na wiosnę, ale cóż jak to mówią – co nas nie zabije to wzmocni. Co prawda początkowo planowaliśmy, aby ten czas spędzony ze mną trwał dłużej niż dwa miesiące, ale choroby i inne, nieco bardziej przyziemne kwestie zdecydowały, że w lipcu wszyscy rozpoczęliśmy nowy etap życia. Ten przedszkolny.

Już w czerwcu rozpoczęliśmy poszukiwania przedszkola, które spełni nasze wymagania. Udało się i Chichotka od tego tygodnia rozpoczęła okres adaptacyjny. Codziennie melduje się wśród nieco starszych dzieci (max. 2,5letnich). Pierwszego dnia odprowadziliśmy Chichotkę oboje. Sami do końca nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, więc uznaliśmy, że w dwójkę będzie nam łatwiej. Jak wyszło? Raczej nie było nam łatwiej, a na pewno trudniej było Adusi. Drugiego dnia już nie popełniliśmy tego błędu i systematycznie do przedszkola Chichotkę zawożę i odbieram ja. Facetowi jest w tej kwestii łatwiej. Podchodzimy do spraw mniej emocjonalnie co nie znaczy, że beznamiętnie. Swoje też przeżyłem. 🙂 Nie wspominając już o cichym zakradaniu się na plac zabaw, by zobaczyć czy wszystko ok. Na szczęście w porę się opamiętam i wyluzowałem. W końcu jest pod dobrą opieką.

Najważniejsze, że z dnia na dzień w nowym środowisku Chichotka czuje się lepiej, a my mamy jakąś nową, ogromną dawkę pozytywnej energii.

Przekazanie pod opiekę maluszka babciom jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ale to nasze dziecko i nasza odpowiedzialność. Poczucie, że już za chwilę, po okresie adaptacyjnym odnajdziemy tą jakże ważną w życiu każdej rodziny niezależność jest naprawdę motywująca. Ta niezależność sprawi, że babcie i dziadkowie będą mogli cieszyć się wnuczką i spędzać z nią czas, wtedy kiedy to oni będą mieli taką potrzebę.

I dlatego od niedawna mierzymy się z nową rzeczywistością, która przyniesie naszej córce szereg nowych wrażeń i przygód, na które nie mogłaby liczyć będąc w domu z tatą lub mamą.

Z każdego etapu w życiu należy wyciągnąć to co dobre. Moją rolą jako rodzica jest zapewnić jej ogrom ciepła, bezpieczeństwa i morze miłości. Ale oprócz tego chcę popychać ją do łamania swoich małych barier w taki sposób, by zawsze czuła, że bez względu na to na jaki grunt ostateczne postawi stopę, tata w odpowiednim momencie poda jej pomocną dłoń.

Waszym dzieciom życzę, by zawsze, każdego dnia, o każdej porze dnia i nocy czuły, że są dla Was tym brakującym ogniwem, bez którego nie możecie czuć się szczęśliwi.

Moje pojęcie szczęścia zmieniło się właśnie wtedy, gdy Chichotka pojawiła się na świecie.

Do następnego.

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.