Strefa taty: Dwa światy

Lipiec to u nas mały czas podsumowań. Dlatego dziś gościnnie do strefy taty zajrzała mama. Chcecie zobaczyć co z tego wynikło?

Testowanie zakończone. Tatuś się Chichotką tak pozajmował, że Mała idzie do przedszkola. 🙂 Więcej o tym już niebawem. Spokojnie. Nie było tak źle. Po prostu z pewnych przyczyn musieliśmy podjąć taką decyzję. Czy słuszną? Mamy przeczucie, że tak, jednak wszystko wyjdzie z czasem. Ocenimy za kilka miesięcy…

Tymczasem z racji 1 lipca, początku wakacji oraz decyzji o przedszkolu postanowiliśmy podsumować te nasze 16 miesięcy z Chichotką okiem mamy i okiem taty w kilku elementach. Zaprosiłem, więc do mojej strefy żonkę, która opiszę jak pewne kwestie wyglądają z jej perspektywy. Z tej drugiej strony wypowiem się ja. Ciekawi nas czy u Was jest podobnie? A może kompletnie inaczej?

Karmienie

Mama: Jedzonko Chichotki to zazwyczaj moja działka. Tak samo jak przygotowanie posiłków. Jeśli zaglądacie na bloga regularnie wiecie, że chichotkowy tatuś nie ma szczególnego daru do gotowania. Może jednak ciut przesadzam, bo ostatnio jakiś tam progres zaliczył. Nie spalił kalafiora. 🙂 Wracając jednak do karmienia. Zaskakujące jest to, że jak Chichotka zabiera się za jedzonko z moją pomocą najbliższe otoczenie po zakończonym posiłku wygląda tak samo (albo bardzo podobnie) do stanu, który zastaliśmy przed jedzeniem. Chyba, że sztućce przejmuje sama Chichotka to wiadomo jak jest. A tatuś?

Tata: A tatuś ma utrudnione zadanie…bo Chichotka jak siada do swojego krzesełka i widzi tatę przed talerzem to wpada w niepohamowany…entuzjazm. 🙂 Nie to, żeby tego entuzjazmu nie było podczas posiłków z mamusią, ale chyba mama trzyma większy rygor. 🙂 A jak jest tata, to Adusia się wierci, śmieje, szaleje, otwiera buzie, a potem zamyka zanim łyżka z pokarmem do niej trafi, kręci głową. No sorry, ale wtedy jedzonko ma prawo trafiać w różne miejsca poza brzuszkiem. 🙂

Kąpiel i pielęgnacja

Mama: To królestwo tatusia. Mama nie miała do łazienki przez dobre kilkanaście miesięcy wstępu. Chichotka nie pozwalała nikomu zbliżać się do Niej, gdy zbliżał się czas wodnych szaleństw. 🙂 A, że tatuś od momentu porodu aż rwał się do tego zadania to i ja nieszczególnie chciałam się wtrącać w ten ich mały rytuał. Słodko wyglądało to ich budowanie więzi poprzez wieczorne pluskanie. Ja włączam się w momencie pielęgnacji. Przygotowuje kremy, nawilżam ciałko, czasem ubieram (jak tatuś pozwoli).

Tata: W tym temacie chyba milczenie jest złotem. Ten moment od pierwszego dnia życia Chichotki jest dla mnie niezwykle ważny. Oczywiście z biegiem miesięcy jego znaczenie się zmienia. Początkowo, gdy Chichotka była taka drobniutka w głowie panowały inne emocje. Większy nacisk stawiałem na bezpieczeństwo podczas kąpieli. Teraz jest więcej czasu na zabawę i wodne wariacje 😉 Aha…różni nas także podejście do wycierania maluszka po kąpieli (jak już mama dostąpi tego zaszczytu). Ja Chichotkę wycieram trzymając ją na rękach. Mamusia z kolei wybiera wcześniejsze postawienie Małej na podłodze i dopiero później w ruch idzie ręczniczek. 🙂

Sprzątanie i organizacja dnia

Mama: Wielozadaniowość. To pojęcie kluczowe. 🙂 Jak ja spędzałam cały dzień z Chichotką oprócz zabawy z Małą ogarniałam chatkę do stanu czystości, który powiedźmy, że mnie zadowalał. 🙂 Zmywanie naczyń, pranie, odkurzanie, wycieranie kurzy…no wiecie o co chodzi. Z takiego działania wyłoniła się chyba pasja Chichotki do sprzątanka. Mogę chyba powiedzieć, że w sumie to nasze wspólne sprzątanie to  niezła zabawa. Odkurzanie? Chichotka momentalnie biegnie do miejsca, gdzie jest przechowywany odkurzacz. Kurze? Chichotka z piskiem radości biega z papierem i wyciera wszystko co wpadnie Jej w oko. 🙂

Tata: A naturę tatusia opisuje inny zwrot: maksymalna koncentracja na zabawie z Chichotką. 🙂 No co? Świat się dla mnie wtedy nie liczy. Sprzątanie jest nudne, gdy można spędzać czas z Bobasem na czadowej zabawie! Ja odpadam. Wole kredki i kartki. I szereg innych zabawek, które zawładnęły naszym domem. 🙂  A jak jest pogoda to wariujemy w plenerku. Równowaga w obowiązkach musi być. Czas na szlifowanie praktycznych umiejętności z mamą i czas na ekscytującą rozrywkę w  moim towarzystwie 😉

A na sprzątanie zawsze czas się znajdzie. Względnie przyjmuję na klatę reprymendę od rozczarowanej widokiem mieszkania mamusi, która właśnie wróciła z pracy. 😛

Mama:  Reprymenda się trafia, ale nie ma tragedii. Wyrabia się pan tatuś.

Ubieranie

Mama: Nie ma co ukrywać. To moja strefa. Stylizacje i modowe szaleństwa to plac na którym nie ma miejsca na zaniechania. 🙂 Dlatego też tatuś do szafy Chichotki nie ma za bardzo wstępu. Owszem – popatrzeć może. Na szczęście przyjął to z godnością i spełnia się w fotografowaniu moich wymysłów.

Niestety chcąc nie chcąc musiałam nieco tą naszą krainę chichotkowej mody otworzyć. Powrót do pracy wymusił pewne ustępstwa. Skończyło się tak, że pierwsza stylizacja…wołała o pomstę do nieba. Po pierwszym szoku, podrzuciłam Mu kilka wskazówek i od razu widać postęp. 🙂

Tata: Wybrać ciuch na zakupach to jedno, a dobrać wszystkie elementy do siebie tak, żeby ze sobą „grały” to już inny temat. Z tym pierwszym radzę sobie raczej nieźle. Dziesięć lat w związku pewne elementy doprowadza do perfekcji. A szczególnie chodzenie na zakupy z partnerką i pomoc przy wyborze dla Niej ubrań. W drugim elemencie już na żywym organizmie nie czułem się najlepiej. 🙂 Ale nie ma się co załamywać. Praktyka czyni mistrza!

Reakcja w sytuacjach kryzysowychz

Mama:  Hmm…jakby to powiedzieć…jestem kobietą i na wszystko patrzę emocjonalnie. Dlatego w różnego rodzaju sytuacjach – nazwijmy je trudnymi – dziękowałam opatrzności, że w pobliżu jest chichotkowy tata. Gdy pojawiło się jakieś niebezpieczeństwo np. Chichotka pewnego dnia po zjedzeniu ciastka zaczęła się krztusić ja zamiast wziąć się w garść i zareagować momentalnie wzywałam do działania męża. Podobnie było, gdy przychodził czas szczepień. Ja stresowałam się maksymalnie. Chichotka też to chyba czuła, bo zawsze z kolejną szczepionką mierzyła się będąc w ramionach chichotkowego taty. Czuła się w Jego ramionach bezpiecznie. Praktyczne podejście i trzeźwe myślenie sprawiają męża, że te wyglądające na kryzysowe sytuacje w moich oczach, po chwili już takie kryzysowe nie są.

Tata: Zawsze najważniejsze jest bezpieczeństwo mojej rodziny. Tak jestem skonstruowany i chyba tak skonstruowane są rozumy wszystkich odpowiedzialnych ojców. Zagrożenie zawsze w pierwszej chwili rodzi impuls pozwalający je zminimalizować lub kompletnie wyeliminować. Jesteśmy różni. Ale to uzupełnianie się wzajemnie pozwala nam przetrwać te najtrudniejsze chwile. Te, które za nami i te, których pewnie jeszcze ogrom przed nami.

Do następnego.

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.