Przedszkole to nie przechowalnia dzieci w stanach kryzysowych – trochę szacunku!

Trochę przedszkolnych doświadczeń już za nami. Pierwsze wnioski mogłyby być optymistyczne, gdyby nie pewna rysa na całokształcie…może nawet już pęknięcie….

W wakacje rozpoczęliśmy adaptację. Chichotka przeszła ją jak burza. Nawet się nie obejrzeliśmy, a już spędzała z dziećmi prawie całe dnie. Bez problemu jadła obiadki i usypiała na drzemkach razem z grupą. I gdy wydawało się, że tak sympatycznie będzie już do zakończenia przedszkolnej przygody pojawił się problem. Ten problem nazywa się jesień…

6

Pora roku, która następuje wraz z przyjściem września to terror dla rodziców. Wszędzie wirusy i bakterie. Kaszel, katar, kichanie to chleb powszedni. Niestety skłamałbym, gdybym martwił się tylko tym. Choroby to wierzchołek góry lodowej. A zderzenie z nią ułatwiamy sobie my – rodzice.

„Kampania wrześniowa” dla Chichotki nie była udana. Dwa dni w przedszkolu i choroba. I tak przez cały wrzesień. A jak wiecie pracować trzeba. Nie mówię już o chorobach dorosłych, które przy leczeniu malucha zdarzają się…regularnie. Mam jednak wrażenie, że gdyby pojawiła się odrobiona dobrej woli jesień wcale nie byłaby taka straszna dla naszych pociech i nas samych.

10

Wiem, że wygodnie jest oddać dziecko do przedszkola, gdy choroba dopiero raczkuje (pierwsze kichnięcia, mały katar). Tylko takie podejście wcale nie uchroni naszego dziecka przed chorobą! Może maluch dzień jeszcze w tym przedszkolu wytrzyma, a potem rozchoruje się na dobre. Jednak w czasie „lekkiego stanu obniżonej odporności” zdąży rozsiać tyle zarazków, by kolejne maluchy nie miały przyjemnych, kolejnych dni. Pachnie zemstą prawda? 🙂

16

Kolejna sprawa to ten chory maluch. Zapewne nikt z Was nie chciałby być w miejscu, w którym nie czuje się najpewniej (przedszkole nigdy nie stanie się domem, chociaż niektórzy rodzice zdają się chyba czasami tak myśleć…). Bez najbliższej osoby (mama, tata) i bez stałej opieki (zrozumiałym jest fakt, że żadna opiekunka w przedszkolu nie będzie w stanie poświęcić całego dnia, by wycierać noska jednemu malcowi, gdy pokaźna liczba pozostałych dzieci też tej opieki potrzebuje).

Dziecko to nie torba podróżna, którą można przestawić w dowolny kąt wtedy, kiedy rodzic ma na to ochotę. Szanujmy potrzeby maluchów w każdej sytuacji, a już szczególnie warto o tym pamiętać, wtedy, kiedy nie czują się dobrze.

22

A Ci, którzy sądzą, że opiekunki zadzwonią i poproszą o odebranie dziecka, gdy dostrzegą gorszy stan maleństwa mają rację. Tylko poproszą. Nie mogą rodziców zmusić do niczego, jeśli dziecko nie ma gorączki. Tylko czy taki telefon coś zmieni, gdy rodzice wysyłają swoje dzieci do przedszkola wiedząc, że już coś się kroi? Wątpliwe. Bo przecież albo praca albo wyjazd nie pozwolą na szybką reakcję…

Tak swoją drogą. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego nikt nie pyta o szczepienia dzieci w przedszkolach prywatnych i publicznych? No chyba, że tylko nasze nie pyta. Jeśli pytają to mnie poprawcie, a jeśli nie to naprawdę Wam to nie przeszkadza? Dla nas to spory problem. Może warto wprowadzić przepisy, które uzależnią przyjęcie dziecka od tego czy maluch przeszedł szczepienia? Bo gdy choroba zakaźna dotrze do przedszkola nieszczepione dzieci – zachorują. I po drodze zarażą te szczepione. Co prawda szczepione maluchy chorobę przejdą łagodniej, ale z jakiego powodu mamy się na to godzić? Lepiej zapobiegać niż leczyć. Nieszczepione dziecko zagraża nie tylko sobie, ale też innym dzieciom.
18

Mam wrażenie, że wtedy problem coraz częstszego nieszczepienia dzieci przestałby obowiązywać na tak wielką skalę. Teraz łatwo jest powiedzieć nie szczepię (bez względu na to jakie są powody). Bo nie idą za tym praktycznie żadne poważne konsekwencje (oczywiście, do momentu, gdy dziecko nieszczepione zachoruje na chorobę zakaźną). Wystarczy zakazać przyjmowania dzieci do przedszkoli i żłobków bez wymaganych szczepień. Albo pójść drogą Australii, która w najbliższym czasie ma zabrać świadczenia (finansowe) rodzicom, którzy nie szczepią swoich dzieci. Jeśli już ktoś z całą świadomością decyduje się na taki krok, to niech przynajmniej liczy się z konsekwencjami tego ruchu.

23

Zdecydowanie trudniej jest iść pod prąd, gdy za ryzykownymi decyzjami idą dodatkowe sankcje. Choroby zakaźne to naprawdę nie są przelewki. Gdy znów zaczną siać spustoszenie na reakcję będzie za późno…

28

***

A wracając do naszej Chichotki – wrzesień zmusił nas do podjęcia pewnych działań. O nich jednak – za jakiś czas… Powiem tylko, że za kilka tygodni nasza organizacja dnia zmieni się znacząco…

page1
***

Kilka słów od mamy…

Pomysł na sesję zawdzięczamy LulliStars i jej uroczym…tiulowym pomponom. Produkty handmade wręcz uwielbiamy, więc każdy kolejny produkt, który wpadnie nam w łapki od razu testujemy :-). Pompony okazały się strzałem w dziesiątkę. Z dwóch powodów. Po pierwsze – stały się bardzo atrakcyjną zabawką dla Chichotki, a po drugie – genialnie wypełniają tło fotografii. O samym fakcie oryginalności nie wspominając.  🙂

Handmade’u nie mogło oczywiście zabraknąć również w stylizacji Chichotki. Tym razem wybrałam niebieską opaskę w grochy w stylu pin-up wraz z kominem od Maladie. Postanowiłam sprawdzić jak do bluzy Gap skomponuje się bezrękawnik tej samej firmy i kurteczka Cool Club. W moim odczuciu eksperyment wypadł okazale, jednak czekam na Wasze opinie. 🙂

Stylizacja:
Opaska pin-up + komin – Maladie
Kurtka – Cool Club
Bezrękawnik – GAP
Bluza – GAP
Spodnie – Next
Buty – Adidas

page2
30
32

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.