1a

Nie jestem trendy i nie będę!

Nowe pokolenia co chwilę dorzucają kolejne nowości do swojego slangu, który coraz częściej staje się powszechnie używany przez społeczeństwo. Są jakieś granice dobrego smaku? Coś co dla innych jest trendy i cool dla mnie częściej staje się żenujące…

Polska mowa „być trudny”?

Coś co trzyma się pewnych ram jest swego rodzaju synonimem szybszego, zmieniającego się świata. Nikogo już nie razi „cze” czy „nara” na do widzenia. Przeciwnie – te zwroty zrobiły wręcz oszałamiającą karierę. I nie ma się co dziwić. Jesteśmy tak zabiegani, że już nie ma czasu na całe „cześć” czy „na razie”.

Nie myślcie, że jestem „anty” na wszystkie nowości, które związane są z naszym językiem. Przykład powyżej pokazuje, że jestem jak najbardziej otwarta na „dobre zmiany”. 🙂

page1Ostatnio zapanowała jednak dziwna tendencja na specjalne pisanie z błędami i fonetyczny zapis wyrazów.

Oto kilka przykładów znalezionych w blogosferze:
– po kakałku
– złoty pisiąt
– kto ma ochotkę na gofera z dżemorem?
– deliszys obiadek
– kurtałka
– odpozdrówcie nas
– w novym świecie
– internety niewybaczajo
– kupcie se, coby pamiętać
– pacz, jakie ładne
– przytul mnie ręcami

Jak widzicie podałam Wam przykłady zaczerpnięte z blogosfery. Podobno nie powinno się wrzucać kamyczka do własnego ogródka, ale chcę Wam pokazać, że mimo całej masy elementów, które w blogosferze są genialne, można znaleźć w niej też kwestie, których popierać nie warto. Blogosfera jak wszystko – ma swoje jasne i ciemne strony.

Blogi czytam regularnie, ale bardzo drażnią mnie takie formy. Często trafiam na ciekawe tematy, jednak tego typu  wstawki mocno wybijają z głównego wątku. Dekoncentrują, a zarazem zniechęcają do dalszego czytania. Wyjątek stanowią dialogi dziecięce. Tutaj konieczna jest oryginalna pisownia, bo te dziecięce lapsusy językowe decydują o ich sensie. I na dodatek są bardzo zabawne.

8a
Nie wiem z czego wynika taka moda na błędy i zapis fonetyczny. Może to wynik wieloletniego komunikowania się sms-ami, w których coraz rzadziej interlokutorzy używają polskich znaków. Ostatnio usłyszałam, że językoznawcy rozpoczęli dyskusję czy w ogóle nie wycofać polskich znaków z języka polskiego.

Odbieram te sygnały ze sporym niepokojem. Z czego to wynika? Z lenistwa? Nie może być tak, że każdy kolejny trend staje się normą, bo przypadł do gustu określonej grupie ludzi. Jak tak dalej pójdzie zanim się obejrzymy nasze dzieci przekroczą cienką granicę, którą z całą stanowczością będzie można nazwać analfabetyzmem.

page2
Nie uśmiecha mi się taka wizja…

P.S. A słowo chłopacy to już działa na mnie jak płachta na byka. To jest właśnie przykład jak język może zmienić się na gorsze. Kilka lat temu słowo chłopacy kojarzyło się jednoznacznie z błędem językowym. A dziś? Jest pełnoprawnym słowem zaakceptowanym przez językoznawców. Za chwilę przykłady wymienione powyżej mogą przejść tą samą drogę…

Czy są jakieś zwroty w języku polskim, które też działają Wam na nerwy?

1a
Stylizacja:
Opaska – Lukrowane Migdały
Spinka – Kokardella
Tunika – Carter’s
Zegarek – Sweet & Love

  • są zwroty które mi się podobają. Nadają humoru w tekście który tego potrzebuje… Chociaż są też zwroty które mnie denerwują.. Jeśli taki zwrot jest pisany celowo to raczej nie mam nic przeciw… „w internetach”, „of kors” jest ok

  • Ja lubię kolokwializmy, czy slang młodzieżowy. Jeśli używane są inteligentnie i z zamysłem, są śmieszne i podkreślają charakter wypowiedzi słownej, czy pisemnej. Jak np. piszę felieton o ironicznym wydźwięku i użyję kolokwilizmu, czy jakiegoś innego słowotwórstwa, to czasem bardziej pasuje, zwraca uwagę. np. „pierdyliard” zamiast „bardzo dużo”, albo nawet zamiast „miliard” przy jakimś zabawnym tekście. To ma inny charakter, taki bardziej na luzie, wytwarzający jakąś bardziej kumpelską relację z czytelnikiem. Albo jak się żegnam z kolegą, z którym lubimy się przekomarzać „nara” brzmi dużo lepiej od „na razie”. Nie lubię natomiast takich słów jak „chłopacy”, okropnie mnie drażnią, to dla mnie wprost wyraz tępoty. Nie lubię też, jak ktoś nadużywa takich słów. W jednej wypowiedzi, jeden, dwa dziwaczne wyrazy wystarczą. A nie jak ktoś „kręci bekę na imprze pstrykając słit focie”. Albo jak ktoś próbuje być na siłę elokwentny i mylnie wymienia słowo „przynajmniej” na „bynajmniej”. Nie demonizowałabym jednak takiego nowego nurtu w mowie potocznej. Myślę, że jeśli podsuwamy dzieciom chociażby książki, po polsku, później tez w innych językach, to nauczą się poprawnej mowy, a takie tworzenie słów, czy zapisy fonetyczne będą tylko swego rodzaju zabawą językiem.

  • Ja nie będę dyskutować, bo sama bawię się w taki sposób językiem. Może nie jest to tak bardzo nachalnie i rażąco, ale jednak. Mi niektóre zwroty się podobają i uważam, że dodają trochę świeżości. Dodatkowo, nie możemy aż tak bardzo stać w miejscu, bo każdy język ulega deformacji, ale faktem jest, że powinniśmy dbać o język i nie zamieniać słowa a ewentualnie od czasu do czasu go urozmaicać.

    • Chichotka

      Właśnie o to chodzi, że pewne zwroty są okey. I o tym piszę. Ale jeśli te zmiany mają koncentrować się na błędach to jest to niepokojące i jestem zdecydowanie na nie. Kreatywna zabawa językiem jest intrygująca. Oczywiście musimy iść z duchem czasu – jednak trzeba trzymać się pewnych zasad, których nie powinno się łamać.

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.