2

Każdy płaci za siebie! [Strefa Taty]

Coraz więcej par po ślubie decyduje się na osobne budżety. Zastanawialiście się, dlaczego tak jest? Tak bardzo pragniemy niezależności? Tak bardzo nie potrafimy już dzielić się tym, co sami posiadamy nawet, jeśli łączy nas miłość?

Przyznam szczerze, że wkurza mnie ten trend i do końca nie potrafię go zrozumieć. Przecież to ani nie jest praktyczne, ani bezkonfliktowe…

Zanim dojdzie do narzeczeństwa czy małżeństwa takie trzymanie się własnej kasy jeszcze ma jakąś logikę. Strach przed rozstaniem? Zbyt duże inwestycje w partnera, a pewność, że się zwróci raczej mała… Powodów jest wiele, ale zawsze podstawowym, prawdziwym celem takich rozwiązań jest egoizm. Łatwiej jest pozwolić sobie na swoje zachcianki jak nie trzeba, co chwilę tłumaczyć się partnerowi z powodów wydania kolejnych kilku stówek… Miłość miłością, ale wygląda na to, że przestajemy już tak chętnie „wpuszczać” przez w pełni otwarte drzwi do swojego świata osób, z którymi planujemy iść przez życie do ostatnich dni…

Jakieś to takie trochę płytkie… Niby kochamy, ale nie mamy zaufania. Stawiamy sobie ograniczenia, które na samym starcie mają „potencjał”, by urosnąć do rangi mega problemu. A ten zapewne prędzej czy później doprowadzi do rozwalenia związku.

Prosty przykład. Wypad na obiad do restauracji – kelner przynosi rachunek, a tutaj każdy wyciąga swój portfel i w myślach dzieli kwotę na moje i twoje. Jest jeszcze inna opcja. Za całość płaci raz jedna, raz druga strona. Gorzej jak się kiedyś pomyli. 🙂 Jakieś to takie żenujące… Pal licho obiad, weź teraz nie strać rachuby przy regularnym wypadzie na kawkę czy ciacho. 🙂

Mówiąc już bardziej poważnie to naprawdę nie widzę w tym rozwiązaniu szczególnych plusów. Łatwiej nie jest. Codzienność rysuje się bardziej skomplikowana.  Chyba, że w związku funkcjonują same analityczne umysły. 😉

Osobne budżety to związek bez zaufania do siebie, a bez tego zwyczajnie nie da się przetrwać wieloletniej próby czasu. Ta niezależność, lans singielskiego życia i przedłużanie jak tylko się da decyzji o ślubie zamyka w pewnych ramach, które w perspektywie lat odciskają złe piętno na związku. I jak tu się dziwić, że rozwodów jest coraz więcej? Pewnie powiecie, że przez zdrady, tylko, że często zdrada od tak sama z siebie się nie bierze…

Jak już ktoś musi mieć silną świadomość posiadania własnych pieniędzy to nie łatwiej określić sobie jakiś pułap, który każdy przeznaczy na swoje cele i pragnienia?

5

I co w sytuacji, gdy jedna strona nie pracuje? Nie zazdroszczę… Wtedy pewność siebie znika jak bańka mydlana, a ta osoba, która utrzymuje rodzinę z miesiąca na miesiąc utrwala się w przekonaniu, że jest władcą i decyduje o wszystkim. Partnerstwo i traktowanie się na równi to już wtedy utopia…

  • To ja się narażę i przyznam, że właśnie taki podział mamy z mężem 🙂 Nie kłócimy się nigdy o to, mamy taki cichy przydział kto za co płaci. Ja wolę taką opcję, bo mąż nie może sprawdzić ile kasy na co wydałam 😛 Ja lubię zakupy, a on nie rozumie, że skórzane buty kosztują 200zł, więc aby uniknąć konfliktów wolę osobne konta. Szczerość szczerością, ale ile kobiet chowa nowy zakup przed mężem, a potem twierdzi, że to stare :p Z drugiej strony osobne konto męża chroni część pieniędzy przede mną 🙂

    • Chichotka

      Hehe 🙂 Ten argument z ochroną części pieniędzy przed Tobą jest dość mocny 😉 Z drugiej strony, może gdybyście mieli wspólny budżet miałabyś większy „bat” nad sobą, by trochę ograniczyć wydatki? 😉 Zapewne Cię nie przekonam skoro układ z oddzielnym budżetem Wam pasuję. 🙂

      Czy te skórzane buty faktycznie kupujesz za 200 zł czy przypadkiem nie za trochę więcej? 😉 A czy chowanie nowych zakupów przed mężem to nie jest zagłuszenia wyrzutów sumienia? Może czasem warto zrezygnować z jednego zakupu na np. wspólne przyjemności? Wypad do kina, restauracji, koncert czy spa? 🙂

  • Też bardzo nam się to nie podoba. Znamy kilka małżeństw, które tak dzielą się kasą, wyliczają… I to budzi jedynie konflikty, chorą rywalizację… A jak się pojawia wspólne dziecko to sprawa jeszcze bardziej skomplikowana!

    • Chichotka

      Ciekawe jak długo można wytrzymać taką rywalizację…To wzmaga tylko stres w życiu. Generalnie widzę, że ludzie mają dziwną łatwość w utrudnianiu sobie życia. Będąc w związku można czerpać z siebie i wzajemnie się wspierać. A często górę bierze rywalizacja o której wspomniałaś. Wtedy robi się toksycznie… A co do dziecka masz rację. Ciężko mi nawet sobie wyobrazić podział budżetów, gdy ono pojawia się na świecie…

  • W stu procentach się zgadzam! U nas wszystko jest wspólne, nikt nikogo nie rozlicza. Jeżeli, któraś strona przegina, to mówimy sobie prosto z mostu i większe wydatki, również ustalamy wspólnie. Jakoś tak naturalnie to wychodzi. Oczywiście rozumiem przypadki, kiedy sytuacja nas zmusza do takich rozwiązań, ale jeśli są normalne relacje to uważam za oczywiste.

Możesz lubić również

Here you can find the related articles with the post you have recently read.